MIERZĘ SIĘ Z LEGENDĄ I .... BEZ SZAŁU...

14 sierpnia 2019

Szał na kosmetyki DRUNK ELEPHANT trwa już od jakiegoś czasu. Nie byłabym sobą gdybym sama nie uległa :) Jako, że zawsze zwracam uwagę na nowości do pielęgnacji okolic oczu, zdecydowałam się na słynny C-Tango Multivitamin Eye Cream. 
Zadaniem kremu jest rozjaśnienie, regeneracja i dostarczenie witamin delikatnej skórze wokół oka. Kosmetyk zawiera rozjaśniającą kombinację 8 peptydów, pięć form witaminy C i ekstrakt z ogórka. Oprócz tego w składzie obecne są ceramidy, oleje roślinne i środki łagodzące. 



Krem ma dość zwartą, ale delikatną formułę. Bez problemu aplikuje się na skórę. Szybko się wchłania i nie pozostawia pod okiem filmu ani tłustej powłoczki. Pod palcami faktycznie czuć, że jest treściwy. 
Kupując ten krem za -niebagatela 260zł.- liczyłam na cuda. Tym bardziej, że w sieci aż roi się od pozytywnych peanów na jego temat. 


Przyznaję, krem nie zrobił mi krzywdy. Nie wysuszył skóry pod okiem, nie pogorszył jej stanu. Natomiast liczyłam na rozjaśnienie cieni pod okiem, ujędrnienie i nawilżenie. No i cóż... rozczarował mnie. Żeby nie było, zużyłam całe opakowanie /15ml/, które zostało świetnie zaprojektowane /brak dostępu światła i powietrza, wygodna pompka itp./ . Nie pojawiło się żadne rozświetlenie, nie zauważyłam polepszenia stanu skóry . Nawet wizualnie zmarszczki nie spłyciły się.

I tak się zastanawiam, czy to moje wymagania są zbyt wysokie, czy krem nie zadziałał odpowiednio czy być może moja skóra nie potrzebowała tych wszystkich składników... Dodam, że kremu używałam na początku tylko wieczorem. Potem włączyłam go jeszcze do pielęgnacji dziennej. Efekt był podobny, czyli znikomy.


Taka ciekawostka: kiedyś przeczytałam, że jeśli jakiś kosmetyk ma więcej niż 30 składników, nie ma prawa dobrze zadziałać. Nie wiem, bo na składach i analizie się nie znam. Wiem jedno, ten krem ma około 90 składników (!) i na chłopski rozum to naprawdę sporo. Być może nie jest to zły produkt. Znam osoby, które kochają ten krem i jest dla nich św. Graalem. U mnie się nie sprawdził i nie zamierzam kupować kolejnego opakowania. W mojej łazience stoi jeszcze żel-galaretka do mycia buzi tej samej marki i również szału nie widzę. Ot, zwykły żel do mycia twarzy. Nie skreślam całkowicie tej marki, czaję się na krem proteinowy. Być ten produkt będzie petardą....


2 komentarze on "MIERZĘ SIĘ Z LEGENDĄ I .... BEZ SZAŁU..."
  1. Odpowiedzi
    1. Bo kosmetyki tej marki nie są dostępne w Polsce. Możesz je kupić w USA i GB albo sprowadzić poprzez sklepy w sieci :)

      Usuń

Auto Post Signature

Auto Post  Signature